6 Apr 2015

Dieta i trening - jak zacząć? Początki metamorfozy

Jak tam świąteczne obżarstwo? ;D

Korzystając z okazji, że każdy teraz ma ból istnienia, na który złożyły się wyrzuty sumienia, pękający brzuch i odciski na tyłku od siedzenia, a także biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie ruch na FB jest teraz większy niż oglądalność Wiadomości, chciałabym się podzielić moimi pierwszymi efektami nowego, zdrowego trybu życia :)
Wiem, wiem to teraz hiper fancy schmancy modne, że każdy jest fit, jednak moje mocne postanowienie poprawy sięga już stycznia 2014. Niestety ambitne plany pokrzyżowało kolejne skręcenie kolana i kolejne miesiące braku ruchu, podczas których jedzenie było jedyną dostępną rozrywką. Metamorfoza musiała być więc odłożona o kolejne 12 miesięcy.
Bez zanudzania:

Powyżej efekty po 1wszym, 2gim i 3cim miesiącu pracy. Dwa miesiące między pierwszym a trzecim zdjęciem. Jestem zadowolona. Co ciekawe efekty na centymetrze, ani wadze nie są powalające, ale w lustrze są, w samopoczuciu są, a to jest najważniejsze! Nie spoczywam na laurach, zamierzam „cisnąć” dalej. „Cisnąć” w cudzysłowie, ponieważ robie wszystko, żeby moje działania były procesem zmiany na stałe i ciągłej eksploracji , a nie drogą przez mękę. Nie głodzę się, nie ćwiczę jeśli nie mam siły, nie zrywam się o 5 rano, żeby okrążyć las, nie wylewam potu, łez i krwi. Za to ciągle czytam, uczę się, szukam inspiracji, próbuję ciągle nowych rzeczy i trwale ułatwiam sobie życie mając na uwadze efekty jakie chcę osiągnąć. Owszem, czasem trzeba zacisnąć mocno zęby i nie zjeść ciastka, wyjść z domu na trening, ale to nie ma być kara, tylko to ma być rywalizacja sama ze sobą o nagrodę. To ma być skłonność do poświęceń dla siebie.Tak jak czasem poświęcamy się dla partnera i oglądamy „Star wars” zamiast „Crazy, stupid love”.

Jak zacząć?
Kiedy myślę, co skłoniło mnie, żeby zacząć to widzę wyraźnie, że było to skończenie z myśleniem ŻE BĘDZIE TAK CIĘŻKO, ŻE BĘDĘ MUSIAŁA CIĄGLE Z CZEGOŚ REZYGNOWAĆ, ŻE BĘDĘ CHODZIŁA GŁODNA I NIESZCZĘŚLIWA… Przestałam się tego bać i robiłam tak, żeby to nie miało miejsca.
Zmiana, rywalizacja ze sobą i ustępstwa wobec siebie - zamiast „chwilowego samobiczowania się”.
Na pewno pomaga długoterminowy, realny i zwizualizowany cel: ja w bikini na Coachelli w LA :D

Mi pomogło też wszystko co nowe, ciekawe i ekscytujące, a także każde kolejne przełamywanie barier oraz wsparcie innych osób!
Wejście do Jatomi na czytnik linii papilarnych i świetny widok na Warszawę? Oh yess.
Najlepsze wyprzedażowe deale w Inditexie tuż obok po sobotnim treningu? Oh yess.
Nowy różowy strój do ćwiczeń spłaszczający brzuch i z dekoltem? Oh yesss.
Słodki smak French Vanilla szejka proteinowego? Yess!
Autorskie danie, które smakuje lepiej niż pizza? Yummy yesss!
Niezagrożona #1 pozycja w rankingu na Swarmie? Tak.
Lajki na Insta? Też! (Thanks guys!)
Nerwy w czwartkowy wieczór przed cotygodniowym spisywaniem i wysyłaniem do swojego największego motywatora cotygodniowych wyników? SO VERY YES <3 p="">
Motywacja
Zaczęłam śledzić kilka stron z poradami, wszystkie po angielsku, z coraz to nowszymi zaleceniami i wynikami badań znudzonych naukowców. Liczba sprzecznych ze sobą artykułów, pozostających w jeszcze większej sprzeczności do tego co mówią trenerzy było najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała. Dlaczego? Dzięki temu zaczęłam eksperymentować, przełamywać utarte schematy i decydować samodzielnie co działa DLA MNIE. Jednym z kroków po takich lekturach było zrezygnowanie z 5 posiłków dziennie na rzecz 3-4, ale o tym więcej w poście o żywieniu.  Przede wszystkim te wszystkie sprzeczne informacje jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że kluczem do sukcesu jest mój własny rozsądek.
Polecam angielskojęzyczny profil Woman’s Health na Facebooku.
Polecam też wszelką motywację wizualną. Na mnie działają „She squats, bro” oraz „Yeah, she squats”. Podglądam także Lais Deleon na Instagramie, a także wszystkie blogerki, które teraz są Fit i nasze rodzime gwiazdy Ewę Ch i Anię L.
Motywuje mnie także rosnąca liczba check-inów na Swarmie. Używam go tylko do ćwiczeń.
Motywują mnie komentarze typu „gdzie jest Ciebie 10kg?” dzięki dzięki :D
No i na koniec motywuje mnie to, aby każde kolejne zdjecie zrobione 1 dnia miesiąca przy takim samym oświetleniu i w takim samym „stroju” było jeszcze lepsze od poprzedniego.
(ciężki wybór;)

Niezastąpione jest podjęcie tego typu wyzwania wspólnie z drugą, najlepiej ukochaną osobą i na bieżąco raportować sobie wyniki.

Co jest najważniejsze?
Najważniejsza jest dieta. Mówi się, że to 80% sukcesu. To chyba jedna z niewielu powszechnie głoszonych teorii na temat odchudzania, która jest prawdziwa. Jest to też największy problem logistyczno– motywacyjno – egzekucyjny. Liczenie kalorii i szykowanie posiłków to był dla mnie istny koszmar. Jednak znalazłam na to swój sposób i własne przepisy. Przyznaję również, że pilnowanie liczby kalorii to kluczowa kwestia i zajęło mi trochę czasu, żeby ciągła kalkulacja nie była żmudnym obowiązkiem.
Prawie całkowita rezygnacja z alkoholu i słodyczy jest niestety nie do uniknięcia, ale z czasem okazuje się, że w ogóle się za tym nie tęskni.

Jest to duży temat, dlatego zdecydowałam zrobić z niego drugą cześć tego wpisu.

Dlaczego warto ćwiczyć?
Miej zawsze w głowie ten obrazek:

Jeśli się głodzisz gubisz mięśnie, a nie tłuszcz!!! 
A cel to oczywiście zgubić tłuszcz, ułatwić jego spalanie – a robią to właśnie mięśnie! Dodatkowo nie zaszkodziłby sześciopak i pożegnanie się z cellulitem, prawda?
Podczas pierwszej wizyty na siłowni zrobiłam 10 przysiadów z obciążeniem 5kg i to była dla mnie masakra:D Teraz na zajęciach robię przysiady non stop przez ok 4 min z obciążeniem 10kg.
Zaczęłam od kilku treningów samodzielnie cardio + maszyny. Kiedy poczułam, że moooże nie będzie wstydu jak zacznę ćwiczyć w grupie, poszłam na zajęcia ze sztangami. To był strzał w 10. Zajęcia grupowe zawsze kojarzyły mi się z nudą i znikomym poziomem trudności. Na sztangach poziom trudności kontroluje się samemu. Pierwsze 2 zajęcia dałam sobie na „rozkręcenie” po 1,25 kg na stronę. Teraz ćwiczę z 5 kg na jedną stronę w zależności od ćwiczonej partii mięśni. Zajęcia polegają na ćwiczeniu jednej partii ciałą przez jedną piosenkę. W sumie godzinę z rozciąganiem.

Na siłowni byłam codziennie. Jeśli akurat nie było zajęć ze sztangami ćwiczyłam na maszynach, lub na bieżni i szłam na jakieś lekkie zajęcia grupowe.
Bardzo szybko dało się zauważyć pierwsze efekty, więc przeszłam do szerzej zakrojonego planowania treningów.
Najnowsze, polecane podejście do treningów jest następujące:
Po pierwsze HIIT, po drugie ciężary.
1.       HIIT czyli high intensity interval training to trening o zmiennej intensywności z dużym obciążeniem, który po pierwsze w krótkim czasie pozwala spalić tyle kalorii co długi jednostajny trening, a po drugie nakręca metabolizm i spala kalorie jeszcze przez kolejne kilka godzin po treningu. Ja znalazłam w internecie taki trening na rowerek stacjonarny, który mam w domu i starałam się rozpoczynać dzień takim 20 min pedałowaniem ze sporym obciążeniem. Kiedy zrobi się ciepło zamierzam zastosować ten rozkład podczas biegania.

2.       Po drugie ciężary, czyli coś co przeraża większość dziewczyn, ale bez tego nie zrobicie pupy Kim Kardashian! Przysiady ze sztangą mnie na początku przerażały ("oba kolana po operacjach, na bank sobie zrobię krzywdę!") , ale to była miłość od pierwszego podniesienia. Bardzo ważna jest technika, nauka jest konieczna pod okiem trenera. Zajęcia Pure Pump w pełni się dla mnie sprawdzają.

Dodatkowo bardzo lubię zajęcia Body Shape - przypominające Tabatę – sekwencje cardio przeplatane siłowymi po 30 sek każda. Bardzo wymagające, ale dające możliwość dostosowania intensywności do własnego poziomu. Fajne jest też ABT i TBC z ciężarem własnego ciała, skupiające się na  bardzo dużej liczbie powtórzeń.
Do tego czasem uzupełnię trening dodatkowymi, „lajtowymi” zajęciami bardziej tanecznymi, z choreografią jak Fat burning czy hip hop.  
Zajęcia na siłowni sprawiały mi przyjemność, starałam się ciągle próbować nowych, a także robić zwykłe obwody na siłowni, aby pobudzać coraz to nowe partie mięśni i nie dać organizmowi przywyknąć do jednej formy aktywności.

Z czasem miałam dość codziennych wizyt w fitness klubie, dlatego połowę z nich zamieniłam na trening amplitrain w Bodylab Fitness. Co to takiego? Jest to trening poprzez elektrostymulację mięśni falami o różnej częstotliwości. Moją ulubioną rzeczą jest to, że nie musze wozić ze sobą całego majdanu, stroju, butów, ręczników ,a na treningu w ogóle się nie pocę – choć nie jest łatwy i wymaga sporego poświęcenia! Trening wywodzi się z formy rehabilitacji i korzystają z niego profesjonalni sportowcy, aby zmaksymalizować efekty pracy swoich mięśni. Wygląda to na dość proste ALE NIE JEST. Mimo pierwotnego sceptycyzmu zauważyłam, że trening w Bodylabie dawał mi większe możliwości na treningu ze sztangami, a im większe ciężary podnosiłam na sztandze tym lepsze rezultaty treningu i liczbę spalanych kalorii uzyskiwałam w Bodylabie . Co się przekładało na coraz smuklejszą sylwetkę. Teraz jestem przekonana, że bez Bodylabu jako kolejnego elementu mojego własnego projektu „bikini body na kwiecień” nie osiągnęłabym takich efektów.

Kolejne czego się nauczyłam to, że naprawdę nie można przesadzać. Kiedy „odpuściłam” z głową, przestałam sobie tyle narzucać, zaczęłam pić jeszcze więcej wody, pilnować dni regeneracji, i ograniczyłam reżim treningów i diety – waga zaczęła spadać jeszcze szybciej. To jest chyba najgorsze - staranie się "za bardzo" prowadzi do odwrotnych efektów - czyli tycia! (i znów możnaby się pokusić o przyrównanie do relacji damsko-męskich;)


Spadek wagi a zdrowie
Mimo ciągłej pracy, zdarzało się, że waga i obwody stały praktycznie w miejscu. Ważne jest, żeby takie momenty przetrzymać, bo potem okazuje się, że cierpliwość popłaca nagłym spadkiem. U mnie było wyjątkowo ciężko ze względu na zatrzymywanie wody w organizmie i zaburzenia hormonalne. W pewnym momencie lekarz powiedział mi wprost, że nie schudnę. Co tylko skłoniło mnie do dalszej walki i wprowadzania kolejnych narzędzi w drodze do celu. Podobno bardzo dużo osób doszukuje się w predyspozycjach genetycznych i chorobach przyczyn braku spadku wagi. Jest to jedna wielka wymówka i jestem tego najlepszym przykładem.

Suplementacja
Mierzyłam skład ciała na specjalnej maszynie. Z upływem czasu pomiary potrafiły wychodzić coraz gorsze. Najbardziej bałam się utraty mięśni. Kupiłam więc białko. Przy okazji dałam się panu sprzedawcy namówić na termospalacz, czyli końską dawkę kofeiny i L-karnityny. O ile ciągłe wątpliwości czy powinnam pić białko sprawiły, że raczej to pominałam i wykorzystywałam je głównie do wypieków lub jako przekąska, kiedy nie miałam nic innego do jedzenia, o tyle magiczne kapsułki rzeczywiście dawały kopa przed treningiem. Sporo naczytałam się, że kofeina przed treningiem to dobry pomysł i pomaga osiągnąć lepsze rezultaty i potwierdzam, że to prawda. Jednak trzeba pamiętać, że przyjmując kofeinę w kapsułkach należy zrezygnować z kawy. Jeśli ktoś nie pije kawy – tak jak ja – musi się liczyć z tym, że kofeina uzależnia i odstawienie takich kapsułek może okazać się nie lada wyzwaniem. W obliczu liczby wyzwań z jakimi przychodzi się zmagać w procesie odchudzania, każdy musi odpowiedzieć sobie sam, czy chce dokładać sobie kolejnego. W końcu nie ma czegoś takiego jak koniec odchudzania. Jest tylko wejście w zmianę na stałe. Ja uznałam, że sam Jet lag będzie wystarczająco morderczy i nie potrzebuję kolejnych zmartwień wynikających z braku kofeinowych ampułek. Odstawiłam.


Zabiegi kosmetyczne
To chyba oczywiste, ale podkreślę: tabletki nie zamienią tłuszczu w mięśnie, a balsamy do ciała go nie rozpuszczą.
Nie ma takiej opcji, żeby smarowanie się balsamem zmniejszyło obwód uda o 2 cm tak jak obiecują na opakowaniu polscy producenci. Balsamy antycellulitowe ujędrniają skórę i rozświetlają ją. Kropka. Pomagają ćwiczenia i masaże, ale nie wymyślono jeszcze takiego sposobu, które by go niwelowało. Nawet najszczuplejsze kobiety mają cellulit – to choroba cywilizacyjna.
Sama mam cellulit od 8 klasy podstawówki. Do tego mam figurę gruszki, z tłuszczem skumulowanym w udach. Dieta i treningi świetnie działają u mnie na wyszczuplenie twarzy i talii, ale nigdy ud - czyli nie tam, gdzie bym sobie tego życzyła. Postanowiłam pomóc szczęściu i uderzyć w uda kolejnym sposobem.
Zainwestowałam w najnowszą broń do walki z cellulitem, czyli karboksyterapię. Co ciekawe skonsultowałam to z moim dermatologiem i potwierdził, że warto spróbować. (PS. Zapytałam go też czy przyjmowanie kolagenu na cellulit pomoże i odpowiedź brzmiała: „tak – producentom na pewno”:D).
Karboksyterapia polega na wpuszczeniu pod skórę dwutlenku węgla, który stymuluję procesy metaboliczne w miejscu wstrzyknięcia. Czyli na chłopski rozum, wyciskając siódme poty na sztangach tłuszcz zamiast uwalniać się talii uwolni się w miejscu zastrzyku, czyli dokładnie tam, gdzie chcę. Haczyk polega na tym, że jeśli tłuszcz uwolniony z komórek nie zostanie spalony, wróci na swoje miejsce. Znów: jeden sposób walki to za mało. Dieta i ćwiczenia to podstawa.
W pierwszym kroku udałam się do znanego mi salonu Laser DeLux, z którym miałam już doświadczenie w zamykaniu naczynek i byłam zadowolona. W drugim kroku moje treningi  w Bodylab Fitness zamieniłam na program antycellulit, który polega na tym, że pasy z rąk przepinane są na nogi, skupiając na nich całą stymulację.
Kompleksowe uderzenie w uda przyniosło zadowalające wymodelowanie, które widać na zdjęciu, a jednocześnie skóra stała się dużo bardziej jędrna  i odżywiona. Efekt jest taki, że wszystkie szorty, które miałam naszykowane na Coachelle, skróciłam o kolejne 5 cm - wait for it! :)
W gabinecie mam jeszcze zamiar spróbować Kriolipolizy (niszczenie komórek tłuszczowych niską temperaturą), która ma wzmocnić efekt Karboksyterapii. 
Uważam, że w umiarze wszystko jest dla ludzi i jeśli istnieje możliwość skupienia siły diety i ćwiczeń w jednym znienawidzonym miejscu to należy z tego skorzystać.


Kolejne kroki
Nie spoczywam na laurach. Zamierzam dalej trzymać dietę i wymyślać co raz to nowe potrawy. Od jutra ma się wypogadzać, więc wrócę do joggingu. Liczę na to, że jestem lżejsza, więc kolana nie będą tak doskwierać. Pójdę na kriolipolizę. Będę czytała co raz to nowsze rewelacje od amerykańskich naukowców. Wyserwisowałam też już mój ukochany rower :) Czuję, że jest fajnie i nie czuję, że cokolwiek poświęcam. Jestem skłonna uwierzyć, że tym razem podeszłam do utraty kg we właściwy sposób.

Czyli co?
 Podsumowując uważam, że opinie i zalecenia dietetyków, trenerów i blogerów ;) muszą być dzielone przez 2, a następnie przepuszczane przez filtr własnego rozumu. Nie spotkałam jeszcze tak wykwalifikowanej osoby, która znałaby się na wszelkiej maści formach treningu tradycyjnego i bardziej nowoczesnych formach, dietach, gotowaniu, suplementacji, najnowszych trendach z gabinetów kosmetycznych, wiedzy o hormonach i rozmaitych schorzeniach, a także znajomości najnowszych wyników badań z zakresu zdrowego trybu życia. Uważam też, że dla skutecznego działania niezbędne jest łączenie co najmniej kilku z powyższych narzędzi przy podstawie jaką jest dieta.
Każdy powinien znać swoje możliwości i ograniczenia i sam decydować o tym co mu służy a co nie.


Tadammm :)

Wix

12 comments:

Magda K. said...

Mega! Mega! Mega!

Martyna Lupa said...

Bardzo motywujący wpis,. Gratuluję takich sukcesów !

Pozdrawiam!
mixfashionworld.blogspot.com

Villemo87 kub said...

od dzis jestem twoja stałą czytelniczka!! mam podobne podejscie:)
równiez "cisne ile sie da" w jatomi (sadyba best mall)
zapraszma rózniez do mnie na bloga
villemomoda.blogspot.com

Napalcówki said...

W prowadzeniu zdrowego trybu życia najlepsze jest to, że zmienia się nie tylko nasze ciało, ale także nasze myślenie, dzięki czemu mamy więcej energii, a przede wszystkim uśmiechu na co dzień! Tak trzymaj ;)!

jusTFashion said...

Super zdjęcia, chętnie opublikujemy Twojego bloga w naszym Katalogu Blogów Modowych jusTFashion. Zachęcamy do zgłoszenia bloga i zdobycia większej grupy odbiorców. Pozdrawiamy jusTFashion

Ania Soyelle said...

Zdjęcia bardzo fajne, wielce rozbudowany i obszerny post czytało się bardzo przyjemnie. Życzę dalszej konsekwencji zdrowym, sportowym stylu życia i oczywiście dalszego samozaparcia :)

Anonymous said...

Ciekawy wpis. Zapraszam http://l1nk.pl/aBklcdDBvUpM9WED

Althatede Hars said...

Such a beautiful post,dear! I love it!!! This one is so beautiful and cute!

Lienshe Tioper said...

I love that clothes, the colour is lovely x

gry-dlachlopcow.pl said...

Wspaniały post bardzo mi pomógł :)

fan detox said...

Zazdroszczę Ci i zarazem gratuluję! ja nie umiem po prostu zmusić się do diety i ćwiczeń moje próby kończą się po tygodniu walki i nie wiem co dalej, brak mi motywacji i wiedzy jak ćwiczyć:(

Gosc said...

Polecam http://track.cashinpills.com/product/AfricanMango900/?pid=183&uid=52717

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...